Piekło, które działo się na naszych oczach. Kulisy dramatycznej interwencji i zamknięcia schroniska w Sobolewie

Sobota, 24 stycznia 2026 roku, zapisze się czarnymi zgłoskami w historii dolnośląskiej ochrony zwierząt. To, co inspektorzy i aktywiści zastali za bramami schroniska w Sobolewie, przerosło najgorsze scenariusze. Wychudzone, chore, pozbawione nadziei psy i decyzja, która musiała zapaść natychmiast: zamknięcie placówki. Co doprowadziło do tej tragedii i jak możemy teraz pomóc ofiarom systemu?
Dolny Śląsk od lat boryka się z problemem bezdomności zwierząt, ale to, co wydarzyło się w ostatnim tygodniu w powiecie jaworskim, wstrząsnęło całą Polską. Interwencja, przeprowadzona m.in. przez Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ), obnażyła nie tylko okrucieństwo człowieka, ale i niewydolność procedur, które miały chronić najsłabszych.
Dzień sądu w Sobolewie: Jak doszło do interwencji?
Sygnały o nieprawidłowościach w Sobolewie docierały do organizacji prozwierzęcych od dłuższego czasu, jednak to ostatnie doniesienia przelały czarę goryczy. Aktywiści, wchodząc na teren obiektu 24 stycznia, spodziewali się zaniedbań, ale skala cierpienia, z jaką się zderzyli, była porażająca.
Zamiast bezpiecznego azylu, zwierzęta przebywały w warunkach zagrażających ich życiu. Brak odpowiedniej opieki weterynaryjnej, brud, wilgoć i przeszywające zimno to tylko wierzchołek góry lodowej. Interwencja szybko zmieniła się w masową akcję ratunkową, relacjonowaną na żywo w mediach społecznościowych, co wywołało lawinę wsparcia ze strony internautów, ale też falę uzasadnionego gniewu.
Obraz nędzy i rozpaczy – stan odebranych zwierząt
Raporty z kontroli są wstrząsające. Wiele psów przebywających w Sobolewie znajdowało się w stanie skrajnego wyniszczenia. Weterynarze obecni na miejscu diagnozowali u zwierząt:
- Zaawansowane niedożywienie – psy z wystającymi żebrami, niemające siły podnieść się z posłań.
- Nieleczone guzy i nowotwory – wielkie, bolesne narośle, które przez miesiące, a może lata, były ignorowane przez opiekunów.
- Otwarte rany i odleżyny – świadczące o braku miękkiego podłoża i podstawowej higieny.
- Głęboką depresję – zwierzęta apatyczne, wycofane, które przestały już walczyć o kontakt z człowiekiem.
To nie były psy, które „czekały na dom”. To były psy, które powoli umierały w miejscu, które miało je chronić.
Decyzja Powiatowego Lekarza Weterynarii: Schronisko zamknięte
W obliczu tak rażących dowodów na znęcanie się nad zwierzętami (poprzez zaniechanie i niezapewnienie opieki), decyzja mogła być tylko jedna. Powiatowy Lekarz Weterynarii wydał nakaz natychmiastowego wstrzymania działalności schroniska. To rzadki, ale konieczny krok w sytuacji, gdy placówka staje się bezpośrednim zagrożeniem dla życia swoich podopiecznych.
Zamknięcie schroniska to jednak dopiero początek logistycznego koszmaru. Setki zwierząt z dnia na dzień straciły dach nad głową – nawet jeśli był on dziurawy i zimny. Rozpoczął się wyścig z czasem, by zapewnić im opiekę w innych placówkach, domach tymczasowych i klinikach weterynaryjnych.
Pospolite ruszenie – Polska ratuje psy z Sobolewa
Wydarzenia z Sobolewa pokazały też drugą, jaśniejszą stronę medalu – niesamowitą solidarność miłośników psów. W ciągu zaledwie kilkunastu godzin od nagłośnienia sprawy, organizacje zostały zasypane ofertami pomocy. Ludzie z całego Dolnego Śląska (i nie tylko) oferowali transport, koce, karmę specjalistyczną oraz – co najważniejsze – domy tymczasowe.
To właśnie domy tymczasowe są teraz na wagę złota. Psy odebrane z tak traumatycznych warunków często nie odnajdą się w kolejnym betonowym boksie innego schroniska. Potrzebują ciepła, spokoju i indywidualnej opieki, by dojść do siebie fizycznie i psychicznie.
Co dalej? Wyciągnijmy wnioski
Tragedia w Sobolewie to głośny alarm dla polskiego systemu opieki nad zwierzętami. Pokazuje, jak ważne są regularne, niezapowiedziane kontrole społeczne i jak wielka odpowiedzialność spoczywa na gminach, które podpisują umowy ze schroniskami, kierując się często wyłącznie najniższą ceną, a nie dobrostanem zwierząt.
Jako społeczność ohdog.pl, nie możemy pozwolić, by ta sprawa przycichła. Musimy domagać się transparentności w działaniu schronisk i wspierać te organizacje, które realnie walczą o poprawę losu bezdomniaków.