Koniec mody na cierpienie. Unia Europejska zmienia zasady hodowli psów rasowych

Przez lata spłaszczone pyszczki mopsów czy buldogów francuskich były symbolem uroku, który podbijał serca internautów i właścicieli na całym świecie. Niestety, za „słodkim” wyglądem często krył się ból, duszności i życie w ciągłym dyskomforcie. Rok 2026 przynosi jednak fundamentalną zmianę. Unia Europejska finalizuje przepisy, które mają położyć kres hodowli opartej na ekstremalnych cechach wyglądu.
Na czym polega walka z „ekstremalnymi cechami”?
Nowe regulacje unijne, o których głośno dyskutuje się w europejskich mediach na początku tego roku, uderzają w tzw. hipertypy. To zjawisko polegające na celowym dążeniu hodowców do wyolbrzymienia pewnych cech fizycznych zwierzęcia, aż do granic absurdu – i cierpienia.
Bruksela chce wprowadzić zakaz rozmnażania osobników, u których cechy fenotypowe (wygląd) powodują problemy zdrowotne. Chodzi tu przede wszystkim o:
- Syndrom brachycefaliczny (BAS): Zbyt krótkie kufy, które uniemożliwiają swobodne oddychanie i termoregulację.
- Problemy z oczami: Zbyt płytkie oczodoły powodujące wypadanie gałek ocznych lub przewlekłe infekcje.
- Wady kręgosłupa i stawów: Wynikające z nienaturalnie krótkich łap lub zbyt długiego tułowia.
Cel jest jasny: pies ma prawo do życia bez bólu, a wygląd nie może być ważniejszy od zdrowia.
Buldogi, mopsy i inne rasy na celowniku
Największe zmiany czekają miłośników ras brachycefalicznych. Buldogi francuskie, mopsy, buldogi angielskie czy pekińczyki nie znikną, ale będą musiały się zmienić.
Przepisy wymuszą na hodowcach powrót do wzorców sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy te rasy miały wyraźnie dłuższe nosy i lżejszą budowę ciała. W środowisku kynologicznym już teraz rośnie popularność tzw. „retromopsów” – psów, które wyglądają mniej „karykaturalnie”, ale za to potrafią biegać bez zadyszki i normalnie jeść.
Regulacje mogą dotknąć także rasy miniaturowe (zmagające się z problemami neurologicznymi z powodu zbyt małych czaszek) oraz rasy olbrzymie (problemy ze stawami i sercem).
Rewolucja na wystawach i w hodowlach
To, co dzieje się w 2026 roku, to trzęsienie ziemi dla Związków Kynologicznych w całej Europie. Nowe prawo przewiduje:
- Obowiązkowe badania przed rozrodem: Nie wystarczy już, że pies jest „ładny” i zdobył medale. Będzie musiał przejść testy wydolnościowe (np. test marszu) i badania weterynaryjne potwierdzające drożność dróg oddechowych.
- Zmiany w sędziowaniu: Sędziowie na wystawach będą mieli obowiązek dyskwalifikować psy, które wykazują oznaki problemów zdrowotnych (np. głośny oddech, problemy z poruszaniem się), nawet jeśli idealnie wpisują się w dotychczasowy wzorzec rasy.
- Zakaz rozmnażania chorych osobników: Psy obciążone genetycznymi wadami budowy zostaną wykluczone z hodowli, bez względu na ich rodowód.
Co to oznacza dla przyszłych właścicieli?
Dla osób planujących zakup psa, nowe przepisy to przede wszystkim gwarancja większego bezpieczeństwa. Choć zakup rasowego szczeniaka może stać się trudniejszy i potencjalnie droższy (ze względu na konieczność selekcji i badań), ryzyko zakupu zwierzęcia, które spędzi życie w gabinetach weterynaryjnych, drastycznie spadnie.
Warto jednak uważać: eksperci ostrzegają, że zaostrzenie prawa może początkowo napędzić „szarą strefę”. Pseudohodowle, niepodlegające kontrolom związkowym, mogą nadal oferować psy z deformacjami, reklamując je jako „klasyczne” lub „unikatowe”. Dlatego tak ważna będzie edukacja nabywców – „płaski pyszczek” przestaje być atutem, a staje się sygnałem ostrzegawczym.
Wiosna 2026 roku ma być momentem ostatecznej adopcji tych przepisów. To początek nowej ery w kynologii, w której priorytetem znów staje się pies, a nie ludzka próżność.