5 mitów o wożeniu zwierząt za granicę, w które wciąż wierzysz

Wpisz w wyszukiwarkę „transport psa do Anglii” i w pół godziny znajdziesz tyle sprzecznych historii, że odechce Ci się wyjazdu. Kwarantanna, cierpienie zwierzaka i góra papierów nie do ogarnięcia. Część z tego było prawdą dekadę temu, a część nigdy nie była prawdziwa. Rozbierzmy więc pięć najczęstszych mitów na czynniki pierwsze.
Mit 1: „Mój pies i tak wyląduje na kwarantannie”
Jest to chyba najbardziej zniechęcający argument przeciw podróży z pupilem, ale jednocześnie najłatwiejszy do obalenia. Jeśli zwierzę spełnia wymogi wjazdowe do danego kraju, to na żadną kwarantannę nie trafia. Wjeżdża i jedzie prosto do domu.

Skąd więc ten mit? Pochodzi on z czasów sprzed systemu PET (Pet Travel Scheme). Kiedyś faktycznie pies przyjeżdżający na Wyspy spędzał kilka miesięcy w odosobnieniu. Te przepisy odeszły lata temu, ale strach pozostał, bo ktoś znajomy słyszał od kogoś.
Warunek jest jeden: papiery muszą się zgadzać, a o tym za chwilę.
Mit 2: „Transport to dla zwierzaka trauma”
Tu nie chodzi o to, czy podróż jest dla psa stresująca, tylko o to, jak bardzo i czy da się to ograniczyć. Oczywiście da się i to mocno.
Pies oswojony wcześniej z transporterem traktuje go jak własną budę, a nie pułapkę. Stały dostęp do wody i karmy, regularne postoje na spacer i załatwienie się, spokojny ton osoby, która go prowadzi, robią całą różnicę. To jest właśnie ta przepaść między „upchnięciem zwierzaka w przypadkowym busie” a pracą ludzi, którzy sami hodują, tresują i na co dzień obracają się wśród psów. Zwierzę wyczuwa, że ktoś wie, co robi.
Większość psów po godzinie jazdy po prostu zasypia, a dramat dzieje się głównie w głowie właściciela.
Mit 3: „Na Wyspy da się dostać tylko samolotem”
Samolot wydaje się oczywisty, bo to wyspa, ale dla zwierzęcia często jest to wariant gorszy, a nie lepszy. Luk bagażowy, hałas, przeładunki i brak kontaktu z kimś znajomym przez kilka godzin.
Transport drogowy od drzwi do drzwi wygląda inaczej. Zwierzę odbierane jest spod domu, jedzie w jednym, znanym mu już aucie przez całą trasę, a Ty nie biegasz po lotniskowych okienkach z dokumentami. Mniej przeładunków to mniej okazji, żeby coś poszło nie tak. Jeśli zależy Ci na takim modelu, najprościej zlecić to firmie wyspecjalizowanej w przewozach psów do UK, np. tu: https://pet-tour.eu/
To nie znaczy, że samolot jest zły, ale nie jest on jedyną opcją, która niestety jest dla wielu zwierząt nie najlepsza.
Mit 4: „Wystarczy paszport i jedziemy”
Paszport to dopiero początek listy, a nie cała lista. Co gorsza, przy dokumentach liczy się kolejność, a nie tylko ich posiadanie. Łatwo zaliczyć wpadkę, robiąc wszystko, ale w złej sekwencji.
Jak to wygląda przy wjeździe do Wielkiej Brytanii w skrócie:
- Najpierw mikroczip. Musi być wszczepiony przed szczepieniem przeciw wściekliźnie albo tego samego dnia. Szczepienie podane wcześniej niż chip się nie liczy.
- Szczepienie przeciw wściekliźnie, ważne minimum 21 dni przed wyjazdem (przy pierwszym szczepieniu).
- Animal Health Certificate (AHC) od weterynarza, ważny 10 dni na wjazd.
- Odrobaczanie preparatem z prazikwantelem, w okienku 24 do 120 godzin przed wjazdem do UK.
I twist, o którym mało kto wie: koty i fretki odrobaczania przed UK nie wymagają. Ten punkt dotyczy psów. Jest to drobiazg, który może zaoszczędzić niepotrzebnej wizyty u weterynarza.
Wniosek prosty: to nie jest skomplikowane, ale jest precyzyjne. Pomylona kolejność albo spóźniony o dzień termin, potrafią wywrócić cały wyjazd do góry nogami.
Mit 5: „Każdy bus z klatką może przewieźć zwierzę za granicę”
Nie może, a jeśli tak, to będzie to nie legalne. Komercyjny przewóz zwierząt wymaga zezwolenia, a pojazd musi być do tego dopuszczony. Ogłoszenie „przewiozę pieska na Wyspy, tanio” z grupy na Facebooku, to zwykle jest to oferta kogoś, bez żadnych uprawnień, kto przy kontroli na granicy zostawia Ciebie i zwierzaka z problemem.
Jak sprawdzić przewoźnika w dwie minuty? Poniżej kilka wskazówek:
- Poproś o numer zezwolenia Inspektoratu Weterynarii na przewóz zwierząt. Firma, która je ma, poda go bez mrugnięcia okiem.
- Zapytaj, czy auto jest certyfikowane do transportu zwierząt, a nie zwykłym samochodem dostawczym, wystawionym na trasę.
- Sprawdź, jak długo działają. Jeśli ktoś wozi zwierzęta od dawna, to z pewnością ma doświadczenie i nie będzie żadnych problemów.
Pamiętaj też, że najtańsza oferta bywa najdroższa, kiedy okazuje się, że przewoźnik nie miał prawa wjechać na prom.
Na koniec
Cztery z pięciu argumentów przeciw wożeniu zwierząt samochodem za granicę na tej liście, to albo przedawnione informacje, albo zwykłe nieporozumienia. Taka podróż nie jest dramatem, ani wyprawą w nieznane. Jest to logistyka, czyli dobre dokumenty, w dobrej kolejności i przewoźnik, który wie, co robi. Resztę, łącznie ze stresem, da się odpowiednio ułożyć. Dlatego jeśli czytając to, pomyślałeś „chyba jednak wolę, żeby zajął się tym ktoś ogarnięty”, to akurat zdrowy odruch, a nie lenistwo.